Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Crème brûlée. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Crème brûlée. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 stycznia 2015

Sosnowy crème brûlée z jałowcem i rozmarynem



Mam w głowie Wielką Księgę Aromatów. Niemal każde miejsce, które odwiedziłam, przypominam sobie po zapachu lub smaku. Albo na odwrót - wyczuwając gdzieś cień woni, odkopuję z podświadomości wspomnienia. Drogi, na których byłam, powidoki, których dotykałam. Nitki, niteczki, punkciki i kropki na mapie, które zapadłyby w zapomnienie, gdyby nie jakiś nikły aromat w tle, nagły i niespodziewany, wyciągający na wierzch okruch pamięci. Taki, jak ta historia o jałowcu.

Miałam dziewięć lat i zabawne błękitne spodnie w żółte kwiaty, co właściwie jest zupełnie bez znaczenia. Ważniejszy jest piaszczysty brzeg Bugu. Dzika rzeka, nad którą wracałam kilkukrotnie w życiu - w upale, w deszczu, nad ranem we mgle, dzieląc z płochliwą sarną ciche spojrzenia. Nigdy zimą, a więc nadal wszystko przede mną.
Jednak wtedy, wiele lat temu, na skarpie obracałam w dłoniach małe gwiazdki jałowcowych igieł. Niewielkie krzewy porastały urwisty brzeg. Po roztarciu twardych jagód, na palcach pozostawał pierwotny zapach, niebezpieczny, ziołowy i zupełnie pogański.

Las zimą skrzypi pod nogami. Nie wolno w nim rozmawiać, no chyba, że jest się dzieckiem tak jak Staś i Antoś. Wszystko wśród drzew jest powolniejsze i bardziej wyczulone. Wrażliwe są smugi światła i delikatniejsze są granatowe zmierzchy. Słychać każdy trzepot skrzydeł pustułki i najcichsze kwilenie jemiołuszek. W mroźnym powietrzu roznosi się się zimowy zapach kory, uparcie zielonych igieł sosnowych i żywicy.
Gdy zdejmie się rękawiczki, palce mogą się lepić od świerkowych soków albo od krówek wyciągniętych z kieszeni kożucha. 
Jeśli od ciągutek, to wypróbujcie mój przepis na leśny, żywiczny deser dla dorosłych dzieci z Bullerbyn, które nadal mają buzie umazane w karmelu.



Sosnowy crème brûlée z jałowcem i rozmarynem (4 porcje)

- 300 ml śmietanki 30%
- 3 żółtka
- 100 g białej czekolady
- 1/4 szklanki drobnego cukru
- 3-4 łyżki syropu z pędów sosny
- 4-5 owoców jałowca
- 2 gałązki rozmarynu

1. Śmietankę podgrzewamy ze zmiażdżonymi owocami jałowca i syropem sosnowym. Odstawiamy do całkowitego ostygnięcia.
2. Śmietankę podgrzewamy po raz drugi, przelewamy przez sito, by odcedzić jałowiec. Do ciepłego płynu dorzucamy połamaną na kawałki czekoladę i mieszamy, aż się rozpuści. Studzimy.
3. Żółtka ucieramy z cukrem, a następnie łączymy ostrożnie ze śmietaną. Mieszamy z posiekanymi liśćmi rozmarynu.
4. Masę przelewamy do ramekinów i pieczemy przez ok. 20 min. w piekarniku nagrzanym do 120 stopni.
5. Crème brûlée studzimy i chłodzimy przez co najmniej 3 godziny w lodówce.
6. Tuż przed podaniem posypujemy krem drobnym cukrem i karmelizujemy palnikiem.





czwartek, 11 grudnia 2014

Crème brûlée z żurawiną i białą czekoladą





Taki czas. Wyczekiwania, budzącego się od nowa co rano, kiedy jeszcze z kołdrą na ramionach opieram brodę o parapet i wyglądam przez okno, czy już spadł śnieg. Ale nie, niestety, Kraków jeszcze nie schował nosa w puchowym szaliku. Od czasu do czasu pociesza mnie tylko oszronionymi gałązkami i migotliwymi światełkami ulic. 

W witrynach sklepów szukam swetrów o skandynawskich wzorach, rozczulam się nad wydzierganymi pingwinami w czapeczkach z pomponem, przyklejam się do szyb, za którymi piętrzą się słoje ze świątecznymi cukierkami i czekoladkami. Zapadając się w kazimierskie kanapy zamawiam gęstą, gorącą czekoladę z górą bitej śmietany. 

Ale śniegu nadal nie widać, pomimo całego kuszenia i czarowania. Zasypuję więc żurawinę drobnym cukrem - wygląda zupełnie jak przyprószona śniegiem - i mieszam w garnku, w tej mojej małej zimie. Lukruję pierniki, malując po nich jak mróz. Za kilka dni zawisną na choince.

Bo jeśli nie ma prawdziwej pięknej zimy, można ją stworzyć u siebie w domu. Nikt inny za nas tego nie zrobi. Czas podwinąć rękawy, oblizać wąsy z eggnog'u i przeżyć najbardziej magiczny czas w roku.





Crème brûlée z żurawiną i białą czekoladą (ok. 6 porcji) 
(*przepyszne!!!)

- 400ml śmietanki 30%
- 250g mascarpne
- 4 żółtka
- 200 g białej czekolady 
- 50 g drobnego cukru
- 30 g cukru wanilinowego
- esencja waniliowa 

- 300 g świeżej, surowej żurawiny
- 300 g cukru
- *3 cm kawałek imbiru

Żurawina:

1. Umytą i osuszoną żurawinę zasypujemy cukrem i gotujemy w garnuszku o podwójnym dnie, aż większość płynu odparuje, a konfitura stanie się szklista i gęsta.
*2. Do gotowej żurawiny dodajemy utarty drobno imbir.

Crème brûlée:

1. Śmietankę, mascarpone i esencję waniliową podgrzewamy na małym ogniu. Dodajemy 120 g białej czekolady, mieszamy, aż się rozpuści. Studzimy.
2. Żółtka ucieramy z cukrami.
3. Do żółtek dolewamy śmietankę, mieszając nieustannie.
4. Na dnie żaroodpornych ramekinów układamy po dużej łyżce żurawiny. Zalewamy masą, pozostawiając ok 2 cm wolnego miejsca od góry.
5. Ramekiny ustawiamy w blasze napełnionej wodą mniej więcej na wysokość konfitury żurawinowej. Pieczemy przez 40 minut w piekarniku nagrzanym do 140 stopni.
6. Krem odstawiamy do wystudzenia, a następnie do lodówki na ok. 3-4 godziny.
7. Zimny krem polewamy pozostałą czekoladą. Możemy bardzo delikatnie przypiec ją palnikiem z wierzchu.