niedziela, 23 kwietnia 2017

Pieczone karczochy



Przeprowadzam badania ornitologiczne o zmianach upierzenia, kiedy w lustrze widzę pierwszą siwą brew. Chociaż może to być skutek tego rozjaśniającego słońca, do którego się jeszcze nie przyzwyczaiłam. Albo tęsknoty. 
Ledwie rozpoznaję tutejsze prądy powietrza pod skrzydłami, a już mierzi mnie nostalgia, że trzeba się zbierać. Mam ciągłe uczucie przelotność i bezgraniczności. Mogę zabierać za sobą tylko po jednym źdźble z każdego kolejnego gniazda, tyle, ile udźwignę. Niewiele miejsca zostaje, kiedy całą resztę zajmują wspomnienia. 

Karczochy stroszą pióra. Dziwne kwiaty-ptaki, z tym swoim miękkim sercem.
Tutaj w minimalistycznej postaci, najprostsze. Podawane do długich rozmów i wspominek.


Pieczone karczochy

- 6 małych karczochów
- 3 łyżki oliwy
- 5 ząbków czosnku
- 1 cytryna
- sól

1. Karczochy kroimy na połówki, od razu smarujemy przepołowioną cytryną. Wydrążamy włochatą część. ( Jeśli karczochy są większe, należy zdjąć zewnętrzne liście i przyciąć czubki. Jednak przy malutkich, młodych, nie ma takiej potrzeby. 
2. Oliwę ucieramy z sokiem z połowy cytryny, solą i dwoma ząbkami czosnku. Polewamy wnętrze karczochów, ułożonych w naczyniu żaroodpornym. 
3. Na wierzchu karczochów układamy plasterki z połowy cytryny, a pomiędzy wkładamy 3 zgniecione i przepołowione ząbki czosnku. 
4. Karczochy pieczemy pod folią aluminiową przez 30 minut w 180 stopniach, następnie przez 15 minut bez przykrycia. 

Pieczone karczochy podajemy z pieczywem i sosem berneńskim (to taki sos holenderski, tyle że z dodatkiem estragonu). 




środa, 19 kwietnia 2017

Szparagi z sosem holenderskim




Potok Pau lśni jak klisza z nieskończoną ilością klatek. Niektóre z nich wyłapuję z brzegu, zimne, burzliwe, porośnięte najcieńszymi jeszcze liśćmi. Wilgotne od wody kamienie i drzewa żyłkowane są światłem. Dzielnica Rives du Gave schodzi zmurszałymi uliczkami do rzeki. Wymyślone na nowo historie domów, pamiętających królów Nawarry, pojawiają się nocą w mojej głowie, kiedy wiatr uderza okiennicami o kruche ściany mojego snu. Ta klatka, zdjęcie opuszczonej kamienicy, odżywa w mirażach, pływam z nurtem wokół obrazu zapamiętanego w ciągu spaceru.
Powyżej splątane bluszczem mury. Z nich rzeka ciągnie się poza horyzont - tam, gdzie zawsze chcę iść.

----------------------

Rozpoczął się sezon na szparagi. Są jeszcze cieniutkie, niezwłókniałe, kruche i słodkie. Kondensują w sobie całą zieleń smaków wiosny. Niewiele im potrzeba, by stały się daniem perfekcyjnym: zaledwie chwila na patelni z masłem i winem. A to już absolutna klasyka! Szparagi z kremowym sosem holenderskim i jajkiem w koszulce.
Bajkowo proste i przepyszne połączenie! Poniżej znajdziecie również sposób na to, by jajko w koszulce zawsze się udało. 

Szparagi z sosem holenderskim i jajkiem w koszulce

Szparagi

- 0,5 kg zielonych szparagów
- łyżka masła
- 150 ml białego wytrawnego wina 
- sól

Sos holenderski

- 3 żółtka
- 80 g masła
- ok.60 ml białego wytrawnego wina
- skórka z 1/4 cytryny
- pieprz
- sól 

Jajko w koszulce

- jajko
- oliwa
- folia kuchenna


Szparagi:

1. Szparagi myjemy, odcinamy zdrewniałe końcówki.
2. Na patelni rozgrzewamy masło, układamy szparagi i zalewamy winem. Podsmażamy, aż szparagi będą miękkie, a płyn się zredukuje. Solimy. *Tym cieniutkim, najmłodszym wystarczy zaledwie 10 minut.

Sos holenderski:

1. Żółtka ubijamy na parze wraz z winem, stopniowo dodajemy gorące masło. Ubijamy nieustannie, aż sos stanie się kremowy i zgęstnieje.
2. Sos doprawiamy skórką otartą z cytryny, pieprzem i solą.

Jajko po bendeyktyńsku:

1. Na filiżance rozkładamy folię kuchenną tak, by było małe zagłębienie.
2. Zagłębienie smarujemy oliwą i ostrożnie wbijamy jajko. Dokładnie zawiązujemy pakiecik. 
3. Jajko gotujemy we wrzątku przez 5 minut, natychmiast podajemy (wyjęte z folii). 



piątek, 14 kwietnia 2017

Mazurek cytrynowy



Wielkanoc ma zapach wody kolońskiej i konwalii. Świąteczna niedziela smakuje jak zające z białej czekolady. Kilka promieni forsycji przebija się przez chłód, który odczytujemy z nieprzebudzonego jeszcze nieba. I w domu jest tyle jajek, które trzeba przenosić w dłoniach z największą ostrożnością! Babcia wkłada błękitne barwinki w haft przy sztywnej serwecie okrywającej koszyczek. Jeśli podzielimy się tym, co w nim mamy, będziemy mieć dobry rok.
Jeśli będziemy się dzielić dobrym słowem, będziemy mieć dobre życie.

-----
Have a good life. Piękne życzenia, które usłyszeliśmy bez okazji od nieznajomego w parku Beaumont.
Dobrego życia dla Was na codzień! Chociaż o składaniu życzeń najłatwiej przypomnieć sobie w święta.


Mazurek cytrynowy ( 1 duży / 2 małe )

Ciasto:

 250 g mąki
- 200 g masła
- 3-4 łyżki cukru
- 1 jajko + żółtko
- 2 łyżki wody z kwiatów pomarańczy

Lemon curd ( na 1 mały mazurek )

- 4 żółtka
- 2 cytryny
- 80 g drobnego cukru
- 120 g masła

Ciasto:
1. Mąkę mieszamy z cukrem siekamy z masłem, dodajemy jajko, żółtko, wodę i bardzo szybko zagniatamy zimnymi rękoma.
2. Ciasto wałkujemy, nadajemy pożądany kształt, nakłuwamy widelcem i wkładamy do lodówki na godzinę. 
3. Ciasto pieczemy w 180 stopniach przez ok. 20 minut. 

Lemon curd:
1. Żółtka mieszamy z cukrem i sokiem z cytryn. Lekko podgrzewamy. 
2. Gdy masa zacznie gęstnieć, dodajemy posiekane masło. Gotujemy, cały czas mieszając, aż masa zjaśnieje i zgęstnieje.
3. Do masy dodajemy skórkę otartą z jednej cytryny. Chłodzimy.

Ostudzony spód mazurka smarujemy lemon curdem i dekorujemy białą czekoladą. 



wtorek, 11 kwietnia 2017

Kwiatowa pavlova





Przesunięcie po planszy, dwa tysiące kilometrów, jednym obłym ruchem. Zupełnie jak głaskanie grzbietu kota, skulonego na Twoich kolanach. Szach mat. Nie możesz się już ruszyć, żeby go nie obudzić.
U mnie dziś kwitnie bez. Ty przez otwarte okna poczujesz go najwcześniej za miesiąc. Wróciliśmy zatem do listów. Do oczekiwania. Mogłabym Ci dziś opowiedzieć o tym, jak szukałam strzępków słów, machając dłońmi jak motyle nad wezbranymi pękami, żeby kupić na targu bez. La vendeuse, pomarszczona od południowego, francuskiego słońca, wykrzykując "Fleure! Beau parfum!" podtykała mi pod nos gałęzie tak wybujałe, że nie mieściły mi się w głowie. Ani w żadnym wazonie w mieszkaniu. Przyniosłam zatem do domu stary miedziany kocioł, usiany połyskującymi prześwitami - tylko on mógł pomieścić nadmiar lilaku i oliwnych gałązek.
Ale żeby poczuć tą historię, musisz poczekać dwa tysiące kilometrów, do maja, aż u Ciebie zakwitnie bez.
-----------------

Melodramatyczna dandyska, nadmierna kruchość dla ozdoby. Porcelanowa kopuła słodyczy. Kaprys przepychu. Esencja dekadencji. Kwiatowa pavlova, beza przybrana bzem, fiołkami, różami lub lawendą.
Postawcie ją na środku stołu, w centrum zainteresowania, dokładnie tam, gdzie jej miejsce. Ozdobna, krucha, piankowa wewnątrz, robi spektakularne wrażenie. Będzie błyszczeć na scenie blatu, przy świątecznym teatrze obiadu.
Jest idealna na Wielkanoc - po pierwsze leciutka, a to po fetowaniu bardzo wdzięczna cecha słodyczy. Po drugie - już wiecie, co zrobić z białkami, które pozostaną po jajecznym wielkanocnym gotowaniu.
/ w kwietniu w Polsce kwitną fiołki, magnolie, śliwki, wiśnie, stokrotki... wszystkie jadalne! możecie nimi spokojnie dekorować bezę /




Bzowa pavlova

Beza:
- 4 białka z jajek L
- 200 g cukru bzowego ( lub lawendowego, różanego, fiołkowego etc. )
- 2 łyżki soku z cytryny
- barwnik czerwony w proszku

Krem: 
- 400 ml śmietanki 30% 
- 2-3 łyżki cukru pudru
- 4-5 łyżek wody z kwiatu pomarańczy
- agar / listek żelatyny

Beza:

1. Białka ubijamy na pianę. Gdy zacznie być lekko sztywna, powolutku, stopniowo dosypujemy cukier. Ubijamy cały czas, aż piana będzie bardzo sztywna, gładka i lśniąca. 
2. Do piany dodajemy sok z cytryny i barwnik w proszku. Delikatnie mieszamy, unosząc pianę do góry. 
3. Na papier do pieczenia, ułożony na blasze, wykładamy pianę. Szpatułką formujemy okrąg o średnicy ok.17-20 cm. Wygładzamy brzegi.
4. Piekarnik nagrzewamy do 150 stopni, wkładając bezę zmniejszamy do 120 /za: whiteplate/. Pieczemy ją przez 1 godzinę i ~35 minut. 
5. Bezę pozostawiamy do całkowitego ostygnięcia w piekarniku, przez ok. 2.5 godziny. 
(oczywiście, moją wyjęłam po godzinie - miałam upiec ją rano, ale zaspałam na zajęcia z francuskiego, a po powrocie spieszyłam się, żeby zdążyć ją przygotować tak, by sfotografować w ulubionym świetle. Dlatego pękła, gdy tylko nałożyłam na nią krem, ale nadal była pyszna, krucha, z pianką w środku)

Krem:

1. Śmietankę ubijamy na sztywno, stopniowo dodając cukier. 
2. Gdy krem będzie puszysty, dolewamy wodę z kwiatu pomarańczy i rozpuszczoną w minimalnej ilości wody żelatynę lub agar. Mieszkamy bardzo delikatnie. 
3. Krem odstawiamy do lodówki na min. godzinę. 

Na ostudzoną bezę nakładamy krem, dekorujemy kwiatami.

poniedziałek, 20 marca 2017

Makaron z rukwią wodną, truskawkami i mozzarellą di buffala





Wiosenne promienie nie są ugładzone przewidywalnością. Wyrywają się do życia spośród wtulonych w siebie nawzajem chmur. Góra - dół, wyciągają się szyje trawy, rozprostowują przelotne deszcze.
Żyję w tej wertykalnej rzeczywistości, pobłyskuję różowymi paznokciami gładkimi jak magnolie, przeczesując piony miasta. Wystawiam twarz do odnalezionego słońca, marcowego trznadla. 
Można już rozkwitnąć. 

--------------

Pamiętacie, kiedy ostatnio jedliście makaron z truskawkami? Jestem przekonana, że to przyjemne wspomnienie. Tutaj wydarza się nowa historia: świeża pasta z dodatkiem lekkiego ziołowego sosu na bazie rukwi wodnej. Koniecznie z kremową mozarellą z mleka bawolic. I truskawki! Najsłodsze, jakie tylko znajdziecie! Udało mi się dostać lokalne - pierwsze, drobne, pachnące jak poziomki.
Całość smakuje jak popołudnie w budzącym się do życia ogródku.

Makaron z rukwią wodną, truskawkami i mozzarellą di buffala (porcja dla 3 osób)

Sos z rukwi wodnej: 

- bardzo duży pęk rukwi wodnej
- kilka gałązek mięty
- kilka gałązek tymianku
- 2 łyżki masła
- 250 ml wytrawnego białego wina
- 2 liście laurowe
- kilka ziaren ziela angielskiego
- pieprz czarny młotkowany
- sól
- * 120 ml śmietany kremówki

Poza tym: 

- 350 g świeżego tagliatelle / pappardelle 
- ok. 200 g mozzarelli di buffala
- 300 g truskawek

1. W garnku rozgrzewamy masło, dodajemy liście laurowe, ziele angielskie i wrzucamy umytą, odsączoną i pokrojoną z grubsza rukiew. Kilka gałązek odkładamy do dodania na surowo.
2. Do lekko podduszonej rukwi dolewamy wino, redukujemy 2/3 płynu. * Możemy dolać śmietankę i zagotować.
3. Rukiew zdjemujemy z kuchenki, dodajemy miętę i doprawiamy solą. Wyjmujemy liście laurowe i ziele angielskie. Blendujemy.
3. Sos doprawiamy pieprzem i listkami tymianku.

4. Makaron gotujemy al dente w osolonej wodzie. Odsączony mieszamy z sosem, porwaną na kawałki mozarellą, pozostałymi listkami rukwi i pokrojonymi truskawkami.


środa, 1 marca 2017

Cykoria zapiekana. No raczej, że z boczkiem.




Zrywy deszczu spłukują resztki zimy, która właściwie jest tylko z nazwy pośród kwitnących magnolii Akwitanii. Wiatr wywichnął parasol i rozpuścił mi włosy. Zielony płaszcz przemókł doszczętnie razem z pączkującymi parkami. Pireneje widoczne z bulwaru zeszły za chmury pointylizmu mirabelek.
Pointiller; monde parsemée de pluie. Dzień wykropkowany, ciężko połączyć go w całość. Usiany nową roślinnością, z rozsypanym groszkiem deszczu. Moje błękitne okiennice odpędzają swoim wachlowaniem nawałnicę chłodu.

Status quo musi się zgadzać: w mojej francuskiej kuchni znów płynie wino, masło i śmietanka. Rozgrzewam piekarnik i przy okazji wyziębione mieszkanie. W wyciu wiatru i bębniącej ulewie potrzebuję spokojnego rytmu. Cykoria i boczek. Roquefort jak dzisiejsze niebo: poprzecinany granatem. No i oczywiście gorące pieczywo.
Teraz już spokojnie można otulić się kocem aromatów i oglądać deszcz jak film.


Cykoria zapiekana. Z boczkiem i roquefort'em ( dla 2 osób )

- 4 cykorie
- 150 g boczku
- roquefort
- 120 ml śmietany 30%
- 2 ząbki czosnku
- masło 
- 150-200 ml wytrawnego wina (sauvignon blanc / alzacki riesling )
- pieprz biały mielony
- świeży tymianek
- ew. sól
- 3 liście laurowe

1. Naczynie żaroodporne smarujemy zmiażdżonym ząbkiem czosnku i masłem. 
2. Cykorie kroimy wzdłuż na 4 części, usuwamy gorzki głąb. Układamy je przecięciem do góry w naczyniu. 
3. Cykorie polewamy winem, tak, żeby wsiąknęło pomiędzy liście; na każdym kawałku układamy cienki plasterek masła (tak naprawdę to lepiej dwa plasterki) i odrobinę czosnku. Dodajemy liście laurowe. 
4. Naczynie wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy cykorie przez 10 minut, następnie przekręcamy je, by były wypukłą stroną do góry. Dodajemy łyżkę masła i pieczemy przez kolejne 15 minut, aż wino się zredukuje.
5. Ponownie ostrożnie odwracamy cykorie, tak by się nie rozpadły. Polewamy śmietaną i posypujemy boczkiem. Pieczemy przez 10-15 minut do zrumienienia śmietany. 
6. Przed podaniem posypujemy pokruszonym roqueforem oraz listkami tymianku. Oprószamy pieprzem i ewentualnie solą. Podajemy z bagietką lub makaronem. Albo jako dodatek do mięs.

* porcja dla dwóch osób jako samodzielny posiłek z pieczywem, jako dodatek wystarczy dla 4 osób.



czwartek, 23 lutego 2017

Małpi chlebek - monkey bread




Ciasto do oderwania się od codzienności, pączkujące od snów. Małpie figle, cukrowa żonglerka. Bananowe dziecko wśród słodkich chlebów.

U mnie nieklasycznie: mniej karmelu, więcej bananów!


Małpi chlebek do odrywania

- 450 g mąki typ 550
- 40 g świeżych drożdży 
- 50 g drobnego cukru
- 2 jajka
- 50 g masła
- ~150 ml mleka
- 2-3 banany 

- cukier trzcinowy
- cynamon mielony

1. Drożdże rozcieramy z łyżką cukru i mąki. Gdy się rozpuszczą, zalewamy 50 ml ciepłego mleka i odstawiamy na 15 min do wyrośnięcia. 
2. Przesiewamy mąkę, mieszamy z cukrem, mięciutkim masłem, pozostałym ciepłym mlekiem, jajkami i zaczynem. Wyrabiamy gładkie ciasto, formujemy kulę i odstawiamy pod ściereczką do wyrośnięcia na 40 min w ciepłe miejsce. 
3. Ciasto dzielimy na ~16 równych części (a im więcej mniejszych, tym lepiej!). 
4. Formujemy kulki, każdą nadziewamy sporym plastrem banana i obtaczamy w cukrze trzcinowym wymieszanym z cynamonem. 
5. Formę do pieczenia nacieramy masłem i oprószamy mąką. Układamy w niej kulki tuż obok siebie i odstawiamy na kolejne 40 minut do wyrośnięcia. 
6. Chlebek pieczemy przez ok. 40 min w temperaturze 180 stopni. 



środa, 22 lutego 2017

Perfekcyjny stek z młodymi warzywami



Przeniosłam się w światło oszałamiająco krystaliczne. Usłyszałam też, że zmieniając język zmienia się muzyka codzienności. Ciało i myśli wpadają w inny rytm. Intuicyjnie wyłapuję błyskotliwe promienie i słówka. Te odpryski rozmów, zupełnie nowe i fascynujące, składają się w mozaikę. Tranquille flâneur, chat sauvage i coquin - przypadkowe słowa, z których już mogłaby powstać wciągająca poetycka opowieść. 

La vache. Moja definicja tego słowa brzmi tak: stek, patelnia, mnóstwo masła. Ale jak to? No tak to, że nie wyobrażam sobie we Francji nie używać dzikich ilości masełka. I nie robić tak, żeby było najprzyjemniej. Kupcie sobie do tego bukiet tymianku i marchewki. Będzie pysznie. 

Stek tymiankowy z młodymi warzywami

- 150 g polędwicy wołowej na osobę
- 3 ząbki czosnku
- pęczek tymianku
- 100 g masła
- oliwa
- pieprz
- sól

- 100 g zielonej fasolki na osobę
- 4 młode marchewki na osobę
- 4 młode ziemniaczki na osobę
- sok i skóra z cytryny
- pieprz młotkowany
- oliwa
- sól

Stek:
1. Wyjmujemy stek z lodówki i odkładamy na 30 minut w temperaturze pokojowej, osuszamy ręcznikiem papierowym.
2. Rozgrzewamy patelnię. Na niej rozgrzewamy oliwę oraz masło. Gdy masło się rozpuści, wrzucamy zgniecione ząbki czosnku, roztarty w dłoniach tymianek.
3. Na patelni kładziemy mięso. Cały czas polewamy je roztopionym masłem. Smażymy stek z każdej strony przez minutę na 1 cm mięsa.
4. Po zdjęciu z patelni dajemy odpocząć mięsu ok.7 minut, przykrywając je talerzem lub folią. Przed podaniem solimy i pieprzymy.

Warzywa:
1. Ziemniaczki dokładnie myjemy, ścieramy z nich ściereczką skórę. To samo robimy z marchewkami. Odcinamy końcówki fasoli.
2. Do wrzącej, osolonej wody wrzucamy ziemniaki, po 5-7 minutach marchewki, a na 10 minut przed końcem gotowania - fasolkę. 
3. Oliwę ucieramy z sokiem z 1/3 cytryny, skórką, solą i pieprzem. Powstałym sosem polewamy warzywa. 




środa, 8 lutego 2017

Wegańskie phở z grzybami




Wystarczy się odchylić do tyłu albo zsunąć z zamkniętymi oczami, żeby zanurzyć się w bezmiernym cieple. Miękka pufa za plecami, naga skóra albo wanna. Zagłębić się w dźwięk "F" - spółgłoskę szczelinowową w phở. Przepaść w odmętach, gęstwinach anyżowych gwiazd, mlecznych dróg ryżowych wstąg. Przepadam tak nieustannie, w dni ciemniejsze od pozostałych, chłodniejsze w wydźwięku i pejoratywnym brzęczeniu stalowej topografii.
Jestem uzależniona od phở ( rzućcie okiem na opowieści z Wólki Kosowskiej ); lub też od kompensacji poczucia bezpieczeństwa i egzotycznych uniesień rodem z książek B.Malinowskiego równocześnie. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim nalewam kojący wywar, leczący, rozbudzający konieczność eksplorowania kolejnych smaków.
Wyciągnij z niego to, czego dziś potrzebujesz. Miękką poduszkę tofu albo długą nić mung - za nią podążaj po mapie. 



Wegańskie phở z grzybami (2-3 porcje):

Wywar:

- 1 cebula
- 3 ząbki czosnku
- 2 marchewki
- 1 pietruszka
- strąk chilli
- 5 cm korzenia imbiru
- 3 gwiazdki anyżu
- 2 laski cynamonu
- 4-5 goździków
- 4-5 ziaren ziela angielskiego
- 1/4 łyżeczki nasion kopru włoskiego
- szczypta nasion kuminu
- kilka nasion kozieradki
- sos sojowy
- sok z 1/2 limonki
- olej / ryżowy lub inny neutralny /
- 1 l wody ( + do dolewania )
- sól

Dodatki: 

- gruby makaron ryżowy 
- 40 g suszonych grzybów: trzęsaka morszczynowatego /snow fungus/, shitake, mun, boczniaków
- kiełki fasoli mung 
- jedwabiste tofu
- tajska bazylia
- kolendra

1. Cebulę opalamy na ogniu. Marchew, pietruszkę, czosnek, chilli (bez pestek, jeśli chcemy łagodniejszy wywar), imbir siekamy.
2. W głębokim garnku rozgrzewamy olej, wrzucamy warzywa oraz anyż, cynamon, ziele, goździki, koper, kozieradkę i kumin. Smażymy przez ok. 2 - 3 minuty, aż przyprawy zaczną intensywnie pachnieć.
3. Wszystko zalewamy wodą i gotujemy na bardzo wolnym ogniu przez ok. 2.5 godziny. W razie potrzeby dolewamy wodę - ostatecznie powinno wyjść ok. 500 ml wywaru.
4. Na koniec dodajemy sos sojowy, ewentualnie sól i zakwaszamy lekko sokiem z limonki.

4. Grzyby moczymy przez 30 minut. Gotujemy je następnie z dodatkiem sosu sojowego przez 10 minut.
5. Makaron ryżowy przygotowujemy wg. instrukcji.

6. Do miseczek nakładamy makaron, grzyby, pokrojone w kostkę tofu i kiełki. Wszystko zalewamy bulionem i obficie posypujemy kolendrą oraz tajską bazylią.

sobota, 21 stycznia 2017

Kokosowy chia pudding. Pożegnalne śniadanie




Zastanawialiście się, w ilu pudełkach mieści się sześć lat? I ile kroków trzeba było zrobić, żeby nagromadzić tyle wspomnień? A teraz, ilu kroków potrzeba, żeby je bezpiecznie przenieść...
Pakujemy się. Papier i szkło, taka z nami gra. Segregujemy, oddzielamy to, kim byliśmy od tego, kim jesteśmy. Odkładanie tego, czego już nie potrzebujemy jest właściwie pytaniem o to, czego chcemy teraz.
Powyrastałam z niektórych książek, które były dla mnie biblią, zrobiły się nieaktualne jak błyszczące lakierki. Kilka pozostaje przy mnie niezmiennie od ponad dwudziestu (!) lat. Albumy, przestworza obrazów, do których wracam i które odkrywam raz po raz ze zdziwieniem.
W nowym miejscu planowałam bezkompromisowy minimalizm, upragniony porządek i nic a nic zbędnego. A jednak nie czułabym się dobrze, pozbawiając się tych kotwic-wspomnień, możliwości realnego dotykania tego, co należało do najbliższych osób. Nie wolno się przywiązywać, nie wolno niczego traktować jako wieczne, nie wolno tkwić w przeszłości... Ale zupełnie inną historią jest pozostawienie przestrzeni na rzeczy najważniejsze, te, które budowały i budują. Na to, co ma znaczenie. 

Powoli żegnamy się z oswojonym miejscem. I chociaż jest tutaj spokój absolutny, codzienność poosiadała jak warstwy ziemi, pora wyjść poza strefę komfortu. W końcu to tylko ściany. A wszystkie - nawet najpiękniejsze - ściany ograniczają.


Kokosowy chia pudding

- 300 ml gęstego mleka kokosowego
- 250 ml mleka / krowiego lub migdałowego /
- 3 łyżki nasion chia
- łyżeczka cukru trzcinowego
- ziarna z 3/4 laski wanilii
- owoce - liczi, truskawki, jagody, etc.

1. Mleka mieszamy w dużym słoiku z cukrem i wanilią. Dodajemy nasiona i wstrząsamy przez ok.2 minuty. Odstawiamy do lodówki na 20 min.
2. Po upływie 20 minut ponownie wstrząsamy słoikiem i odstawiamy na minimum 3 godziny do lodówki (najlepiej na całą noc). 
3. Gotowy pudding przekładamy do miseczek i dodajemy owoce.