czwartek, 30 listopada 2017

Miseczka szczęścia - Buddha Bowl z sosem garam masala




Sięgam głębiej, pod namoknięte warstwy opadłych liści, pod pierwszy śnieg. Podskórnie w ziemi pulsują kolory, cały kalejdoskop. Życiodajne korzenie, medytacyjny kontakt z wnętrzem.

Buddha Bowl to jedna z najbardziej barwnych potraw, jakie znam. Skupiam się na każdym składniku oddzielnie, mogę poczuć ich esencję. Na przełomie jesieni i zimy potrzebuję takich odżywczych dań. Sięgam po korzenie i bulwy: marchew i selera, ziemniaki truflowe. To też dobry czas na brukselkę i awokado. Sezamowy sos z garam masala nieprawdopodobnie podkręca danie: nadaje mu dodatkowego, wyrazistego aromatu i rozgrzewa. A ciepło to szczęście. Miseczka szczęścia!


Buddha Bowl z sosem garam masala ( porcja dla 1 osoby - pomnóżcie przez ilość osób <3 )

Buddha Bowl:

- 3/4 filiżanki suchej komosy
- 3 małe fioletowe ziemniaki
- pół czerwonej papryki
- pół średniej cukinii
- 3 małe marchewki 
- 10 brukselek
- pół awokado
- 1/4 selera

- olej roślinny
- *2 ząbki czosnku
- sól

Sos garam masala:

- 4-5 łyżek tahini
- sok z 1/2 cytryny
- garam masala
- woda
- sól

Budda Bowl:

1. Marchewki, cukinię, paprykę kroimy w równe paski, obranego selera w 2 cm talarki, ziemniaki na ćwiartki, brukselki na połówki. 
2. Olej ucieramy z solą i ewentualnie czosnkiem. Polewamy nim równomiernie warzywa.
3. Na blasze układamy najpierw ziemniaki i marchewkę. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Po 15 minutach wkładamy selera, po kolejnych 10 minutach paprykę, za 10 minut brukselkę i cukinię. Pieczemy przez kolejne 15-20 minut. 
4. Opłukaną komosę gotujemy w osolonym wrzątku. 
5. W miseczce układamy komosę, gorące warzywa i obrane, pokrojone awokado. 


Sos garam masala:

1. Wszystkie składniki dokładnie ze sobą mieszamy, dolewając stopniowo wody, do uzyskania lekko lejącej konsystencji. 
2. Sosem polewamy gotowe danie.



piątek, 24 listopada 2017

Kalafior po indyjsku - aloo gobi



Jest mi zimno. Tak przenikliwie, jakby to był pisk, przed którym muszę zatykać uszy, żeby to do mnie nie docierało. Buduję fortecę z ciemnych płaszczy, przeciskam się przez szare ulice, wtapiam w mury, może kolejna nawałnica chłodu mnie nie zauważy.
To tylko parę dni w mieście. Porzucam je chętnie jak kupkę wilgotnych gałęzi po sprzątaniu w ogrodzie. Za pierwszym wzgórzem zaczynam oddychać. Za pierwszym wzgórzem otwieram siebie. Ale dzisiaj jeszcze jestem tutaj. Rozpalam ogniska, ucieram zioła jak szaman. Rzucam przyprawy w żar, wałkuję ciasto na opiekuńcze plastry. Jesteśmy zaplątani w falujące baldachimy, bez konwenansów i sztućców wykutych z zasad. Czujemy wszystko pod palcami i językami.
Tak, leczę jedzeniem. Poczucie zimna otulam chochołami przypraw, tęsknotę za dalekimi ziemiami łagodzę ekscytującym nowym smakiem. Zarzewiem jest zaklęcie "aloo gobi".

Ta indyjska wegańska potrawa czyni cuda. Jest odżywcza, rozgrzewa nawet po najgorszym przemarznięciu. No i je się ją rękoma - angażując wszystkie zmysły i nie podlegając żadnym wyuczonym gestom, które odbierają intuicyjną przyjemność.


Aloo gobi ( 3-4 porcje)

- 1 kalafior
- 4-5 sporych ziemniaków
- 2 małe cebule
- 1-2 strąki chilli
- 1puszka siekanych pomidorów
- łagodny olej roślinny
- pęczek kolendry
- kumin
- mielona kurkuma
- kardamon
- gałka muszkatołowa
- cynamon
- goździki
- czarnuszka
- pieprz 
- sól


Chapati
(8-10 sztuk)

- 1.5 szklanki mąki pszennej typ 500
- woda
- sól

Aloo gobi:
1. Suche przyprawy tłuczemy w moździerzu ( *albo wkładamy do woreczka i miażdżymy wałkiem / używamy gotowej mieszkanki garam masala ). Prażymy w garnku o podwójnym dnie lub woku, aż poczujemy cudowny aromat. Dodajemy 2 spore łyżki oleju.
2. Ziemniaki i cebulę obieramy i kroimy w średniej wielkości kostkę, chilli kroimy w cienkie plasterki. Dorzucamy na rozgrzane masło, podsmażamy przez ok. 4-5 minut, delikatnie mieszając.
3. Do ziemniaków wlewamy pomidory. Dusimy 5 minut. Solimy.
4. Do garnka / woka wrzucamy podzielony na różyczki kalafior. Przykrywamy pokrywką i dusimy przez kolejne 10-15 minut, aż ziemniaki będą miękkie, ale nie będą się rozpadały.
5. Przed podaniem do aloo gobi dorzucamy drobno posiekaną kolendrę.

Chapati:
1. Ze wszystkich składników zagniatamy elastyczne ciasto - dodajemy stopniowo letniej tyle wody, ile wchłonie mąką. Ciasto powinno odchodzić od dłoni.
2. Ciasto odstawiamy na 15-30 minut, dzielimy na równe części i formujemy kulki.
3. Porcje ciasta rozciągamy na cienkie placki.
4. Placki smażymy z dwóch stron na rozgrzanej, suchej patelni, aż bardzo delikatnie się zrumienią. Powinny pozostać miękkie.
5. Gorące placki przykrywamy pod ściereczką, by nie wyschły. Podajemy od razu po przygotowaniu.

czwartek, 23 listopada 2017

Zupa pomidorowa - najlepsza!


To już jest koniec.
Nawet tym najbardziej ociągającym się, wylegującym na parapetach skończył się czas. Zostało ostateczne pożegnanie, smętne wypatrywanie planet gorejących, które pojawią się za długie miesiące.
W skrzyni zostało nam jeszcze trochę pomidorów, już o pomarszczonej skórce, ale nadal skoncentrowanych na swojej słodyczy. Teraz albo nigdy - podjęłam się ugotowania zupy pomidorowej. Najlepszej, jaka tylko mogła powstać.
Stoimy na przeciwległych biegunach smaków; ja nienawidzę organicznie pomidorowej, P. uwielbia. To moje prywatne nemesis. W ogóle uchrońcie mnie od wszelkich takich zup, ogórkowych, kopytek i leniwych, potrawek, panierek i zasmażek. Ale czego nie robi się z miłości. Nawet pomidorówkę!
I hej, ta była pyszna! ( trochę sekretów w postaci pomidorów + czekolady + lubczyku i powstaje coś, co może stać się kultowe )


Zupa pomidorowa z bryndzą

- ok. 20 pomidorów lima ( lub litrowy słój przygotowanych w lecie )
- 3 szalotki
- 3 ząbki czosnku
- 2 marchewki
- 1 pietruszka
- 1/4 korzenia selera
- 0,5 l bulionu warzywnego
- 200 ml śmietany 
- 3 łyżki masła
- lubczyk
- 5 liści laurowych
- 5-6 ziaren ziela angielskiego
- 3 kostki gorzkiej czekolady
- sól
- pieprz
- 120 g bryndzy

1. Szalotki i czosnek siekamy drobno. Podsmażamy na małym ogniu, w garnku o podwójnym dnie, aż się zeszklą. Dodajemy pokrojoną w cienkie plastry marchew, pietruszkę i selera. Smażymy przez 3-4 minuty. 
2. Do garnka wrzucamy obrane ze skóry i pokrojone pomidory oraz liście laurowe, ziele angielskie i lubczyk. Smażymy ok. 10 minut. 
3. Do garnka wlewamy bulion i gotujemy na małym ogniu, aż warzywa będą miękkie, a pomidory się rozpadną. 
4. Gdy zupa będzie niemal gotowa, dolewamy śmietankę oraz czekoladę i podgrzewamy. Doprawiamy solą i pieprzem. 
5. Gotową gorącą zupę przelewamy do miseczek i dodajemy na wierzch pokruszoną bryndzę. 



sobota, 11 listopada 2017

Harira - rozgrzewająca zupa z soczewicy i ciecierzycy



Układam sobie Ciebie z upierzenia brwi, rozpiętości ramion i kurtki. Rozkładam dłonie na części pierwsze, pierwiastki, na nierozerwalny schemat sieci linii tramwajowych. Wszystkie łuki mijanych ust układają się do ostrzału pytań. Nie znam odpowiedzi. 
Próbuję wywróżyć coś z rzędów mijanych akacji, ale o tej porze roku brakuje im liści, brakuje mi słów. 

Czasami przejechanie tych kilku kilometrów w mieście mnie przerasta. Nieustający szum szyn, oddechów i rękawów. Szare ulice z nagłym pulsowaniem cytrynowych plam opadłych liści klonu. Setki nieznajomych twarzy, z których po kawałeczku mimowolnie wyłuskuję jedyny portret, jaki chcę teraz widzieć. Nie nadążam z wgłębieniem się w obrazy, a nie chcę przeoczyć żadnego doświadczenia.
Wracając z tej eksplozji bodźców jak z wojny, pragnę zanurzyć się w domu w gęstniejący spokój.
Uporządkować go, mieszając liczne wonie i tekstury w jeden krzepiący posiłek. Karmić się nim, zapadając w gorącą magię smaku. Tego, który mnie zatrzyma na dłużej, żebym nie odleciała już tej jesieni na żadne Południe.


Harira - rozgrzewająca zupa z soczewicy i ciecierzycy

- 300 g czerwonej soczewicy ( suchej )
- 250 g puszka ciecierzycy 
- ok. 800 g pomidorów
- 300 ml wywaru warzywnego
- 2-3 duże ząbki czosnku
- 1 duża cebula cukrowa
- 2 strąki chilli
- oliwa z oliwek
- pęczek natki pietruszki

- 1/4 łyżeczki kminu rzymskiego
- grubo mielone ziarna kolendry
- 6-7 ziaren ziela angielskiego
- mielony cynamon 
- 4 liście laurowe
- suszona mięta
- ras el hanout
- kurkuma
- harissa 
- pieprz
- sól

1. Cebulę, chilli bez pestek i czosnek siekamy drobno. Szklimy na oliwie w dużym garnku z nieprzywierającym dnem. 
2. Do garnka wrzucamy wszystkie przyprawy oprócz soli, pieprzu i harissy. Prażymy je przez ok. minutę, by się nie spaliły. Wrzucamy suchą soczewicę, podsmażamy 30 sekund i zalewamy wywarem. Mieszamy dokładnie. 
3. Soczewicę gotujemy 5 minut i wrzucamy siekane pomidory z puszki wraz z sokiem. Gotujemy, aż ziarna będę miękkie, ale nadal będą utrzymywać swój kształt. Dorzucamy odsączoną ciecierzycę, podgrzewamy. 
4. Przed podaniem doprawiamy solą i pieprzem oraz harissą. Dorzucamy drobno posiekaną natkę pietruszki. 

piątek, 27 października 2017

Rogaliki z kremem migdałowym - croissants aux amandes



To będzie tak: kawa na ławę. Każdy dzień musi mieć swój początek. Miewa różne nazwy, w zależności od miejsca. Café au lait, cappuccino, cortado, um galão... Jakkolwiek układam usta, zawsze chodzi tylko o to, by oprzeć je o brzeg kubka pełnego kawy.
Czy to prawda, że spóźniam się, bo piłam swoją poranną kawę? Prawda. Tak jest lepiej dla wszystkich i nigdy nie czuję się z tego powodu winna. Bo czy można czuć się źle z powodu wierności swoim rytuałom?
Zazwyczaj nie jem nic do porannej kawy. Ale zawsze piję kawę, kiedy mam przed sobą słodkie wypieki. Nie ma nic bardziej rozpustnego od nasączonych rumem croissantów, tych delikatnych listeczków ciasta, kiedy doda się do nich jeszcze więcej masła. Nadziane kremem migdałowym, ponownie zapieczone, by nadać im kruchość, są francuskim daniem rytualnym: to jest smak miłości.


Croissants aux amandes ( 6 sztuk )

- 6 kilkudniowych croissantów 
- cukier puder
- ok. 80 g płatków migdałowych

Syrop:

- 100 ml wody
- 100 ml rumu
- 6 łyżek cukru

Krem: 

- 150 g mielonych migdałów
- 50 ml rumu
- 3 żółtka
- 100 g masła
- ok. 3 łyżki cukru

1. Zagotowujemy wodę z cukrem. Gdy ostygnie, dodajemy rum. 
2. Żółtka ucieramy z cukrem na puszystą masę. Dodajemy miękkie masło i ponownie ucieramy, do uzyskania gładkiej masy. 
3. Do masy jajecznej dolewamy rum i dodajemy tarte migdały. Mieszamy dokładnie. 
4. Podsuszone croissanty kroimy wzdłuż. Zanurzamy je w syropie i układamy na blasze pokrytej papierem do pieczenia.
5. Nadziewamy croissanty 3/4 kremu, 1/4 rozsmarowujemy na wierzchu i posypujemy płatkami migdałowymi. 
6. Croissanty pieczemy przez ok.30 minut w 180 stopniach.
7. Wystudzone rogaliki posypujemy cukrem pudrem. 

poniedziałek, 23 października 2017

Mule w tajskim stylu




W październikowe chłody nadchodzi czas, żeby usiąść nad parującą miską świeżych muli. Gotowane w mleku kokosowym przypominają o tym, aby marzyć. Śnić na jawie o egzotycznych krainach, czekających na to, by je dla siebie odkryć. Zaczarujcie swoje danie kafirem i tamaryndowcem. Przenieście się do Tajlandii. 


Mule w mleku kokosowym w tajskim stylu

- 1kg świeżych muli
- 400 ml mleka kokosowego House of Asia
- 2 papryczki chilli
- 3 ząbki czosnku
- liście kafiru
- 2 łodygi trawy cytrynowej
- ok. 5 cm kawałek galangalu 
- łyżeczka pasty tamaryndowej
- 2 łyżki ghee / oleju kokosowego
- pęczek kolendry
- limonka

1. Posiekane chilli, zgnieciony czosnek i łodygi trawy cytrynowej, pokrojony w plastry galangal (ew.imbir) podsmażamy na ghee w bardzo dużym garnku. Zalewamy mlekiem kokosowym, dodajemy pastę tamaryndową  i liście kafiru. doprowadzamy do wrzenia.
2. Mule myjemy, oczyszczamy i odrzucamy otwarte i połamane.
3. Mule wrzucamy do garnka, przykrywamy. Gotujemy ok. 5 minut, potrząsając. Mule są gotowe, gdy się otworzą.
4. Przed podaniem obficie posypujemy posiekaną kolendrą.


czwartek, 19 października 2017

Wytrawna tarta gruszkowa z bryndzą


Jestem w niedosycie. Nieustannym głodzie i potrzebie rozpalania własnych ognisk przy ścieżkach, których jeszcze nie dotknęłam. Najciekawiej jest tam, gdzie mnie nie było. Nic nie wydaje się tak satysfakcjonujące, jak nowe miejsca. Od wielu miesięcy udaje mi się niemal całkowicie uniknąć nieprzerwanego bycia w domu dłużej niż tydzień. Jeśli na horyzoncie nie maluje się podróż, zaczynam się dusić.
Trzy kontynenty są dopiero przekąską rozbudzającą apetyt. Dopiero zaczynam ucztę.

Gdzieś na początku dorosłości popadłam w błędne przekonanie wynikające z kręgu kulturowego, że należy wić nieprzenośne gniazdo i raczej nie wyglądać poza nie. Tworzyć swój mikroświat (przy całym bogactwie Ziemi, sic!), budować stałą fortecę. Całe szczęście, okazało się, że ten świat radzi sobie świetnie beze mnie. A ja, wybiegając w nieznane przestrzenie, wyzbywam się wiecznie towarzyszącej mi melancholii.

W tej wszechogarniającej i niekończącej się ciekawości, uwielbiam wracać w miejsca szczęśliwe. Jestem oplątana panoramą Tatr, nicią, która mnie do siebie przyciąga. Znajome skały za każdym razem wyglądają inaczej, zmienia się nurt rzeki, a ja za każdym razem odnajduję w nich oparcie i niezmąconą euforię. 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

A kiedy już wracam z gór do domu, to żeby poczuć się lepiej, przywożę owczą bryndzę. I Demanovkę. Wtedy to już w ogóle jest wspaniale. 


Wytrawna tarta gruszkowa z bryndzą

Ciasto:

- 220 g mąki pszennej
- 30 g mąki ziemniaczanej
- 150 g masła
- 1 jajko
- sól

Nadzienie:

- 125 g owczej bryndzy
- 2 jajka
- kilka małych gruszek
- świeży rozmaryn lub tymianek
- pieprz

1. Mąki siekamy z masłem, dodajemy jajko i sól. Zagniatamy kulę, zawijamy w folię i wstawiamy do lodówki na godzinę.
2. Ciasto rozwałkowujemy, podsypując mąką i wykładamy nim foremę lub mniejsze foremki. Nakłuwamy.
3. Ciasto podpiekamy przez 15 minut w 200 stopniach. 

4. Białka ubijamy na sztywno, żółtka ucieramy na puch. 
5. W misce rozcieramy bryndzę z ziołami i pieprzem. Delikatnie dodajemy jajka i mieszamy do uzyskania gładkiej masy.  

6. Nadzienie nakładamy na podpieczone ciasto, układamy w nim połówki wydrążonych gruszek. 
7. Tarty pieczemy przez ok. 30 minut w 180 stopniach. 





niedziela, 17 września 2017

Tort czekoladowy z malinami i lawendą




W rogu pokoju stoją pierzaste chmury astrów, fantasmagoryczny staw Ledy, ostatnie kwitnienie letniej jutrzenki. Moja lawenda w donicach nic sobie nie robi z nadchodzących chłodów. Wtulona pomiędzy miękkie liście starca srebrzystego czeka na zbiór. Dziś jeszcze przyciąga swoją słodyczą trzmiele, za moment będzie przyciągać swoim zapachem lata do mojej kuchni. 

Jest wiele magii w powolnym topieniu czekolady i serca. W dodawaniu wonnych kwiatów, w dzieleniu się delikatnymi owocami malin. Wystarczy jeden kawałek ciasta z tymi upojnymi składnikami, żeby znaleźć się w środku beztroskiego lata. Czary. 


Ciasto:

- 150 g mlecznej czekolady
- 80 g masła
- 2 jajka
- szklanka mąki pszennej
- 75 g białego cukru
- 75 g cukru muscovado
- łyżeczka proszku do pieczenia
- 1-2 łyżeczki suszonych kwiatów lawendy

Krem:

 - 200 ml śmietanki kremówki
- 100 g czekolady mlecznej
- 50 g białej czekolady
- maliny

Ganache:

- 150 g gorzkiej czekolady
- łyżka masła
- ok. 3 łyżki śmietanki kremówki

Przybranie:

- maliny
- świeża lawenda

Ciasto:

1. Białka ubijamy na sztywną pianę, żółtka ucieramy z cukrem i miękkim masłem na puszysty krem.
2. Posiekaną czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodenj, studzimy.
3. Mąkę, proszek i lawendę mieszkamy ze sobą. Stopniowo dodajemy do suchych składników czekoladę i jajka. Mieszamy bardzo, bardzo delikatnie napowietrzając ciasto.
4. Ciasto przelewamy do tortownicy wysmarowanej masłem i oprószonej mąką. Pieczemy w 180 stopniach przez ok. 40 minut - sprawdzamy patyczkiem, czy ciasto jest już gotowe. Dokładny czas pieczenia jest zależny od piekarnika.
5. Ciasto studzimy, kroimy na dwa blaty.

Krem:

1. Mocno schłodzoną śmietankę ubijamy na sztywno.
2. Posiekane nożem #MyVictorinox czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej, studzimy.
3. Do czekolady delikatnie dodajemy bitą śmietanę. Mieszkamy i odstawiamy do lodówki na minimum godzinę.

Ganache:

1. Posiekaną czekoladę rozpuszczamy z kąpieli wodnej wraz z masłem.
2. Do ciepłej czekolady dodajemy kremówkę, podgrzewamy jeszcze przez minutę, nieustannie mieszając, aż składniki się połączą w gładką, lśniącą masę. Studzimy.

Łączenie tortu:

1. W zamkniętej tortownicy układamy blat ciasta. Nakładamy na niego krem i maliny. Przyciskamy drugim blatem. Odstawiamy do lodówki na godzinę.
2. Otwieramy tortownicę, polewamy tort ganache. Wygładzamy brzegi, zdejmujemy nadmiar czekolady. Na wierzchu układamy maliny i lawendę. Odstawiamy do lodówki do stężenia ganache.

sobota, 16 września 2017

Charlotte


Francja co chwilkę celowała smukłym palcem w moją słabość: bezbronność wobec biżuteryjnych dzieł cukierników. W każdym miasteczku wpadałam w hipnotyczną spiralę pâtisserie, wyszukując dumnych religieuse, puszystych tropezienne, lśniących eklerów. Od rozbłysków na piętrzących się na tartach truskawek i bursztynowego karmelu ptysiów Saint-Honoré budził się we mnie szósty zmysł. Zmysł wyszukiwania słodkich przyjemności, ukrytych pośród krętych uliczek. I jednym z takich objawień była charlotte: miniaturowa świątynia rozkoszy, niebiańska chmurka pilnie strzeżona przez biszkoptowe kocie języczki.
Przepadłam, kiedy w niezbyt urodziwym mieście Akwitanii, zza szyby cukierni zajaśniała maleńka charlotte, esencja delikatności i lata. I już po chwili zanurzyłam w niej niecierpliwe usta, bo przecież jak mogłabym zwlekać i donieść ją do domu, by móc użyć sztućców! Z dziecięcą radością i nosem, na którego czubku jak wisienka zatrzymał się tkliwie krem, wróciłam po kolejną porcję tego deseru. I jeszcze jedną.

Całe szczęście, charlotte jest prosta do wykonania i możecie ją zrobić w domu za każdym razem, kiedy będziecie tęsknić za latem. Kiedy już nie będzie świeżych owoców, możecie użyć mrożonych. To niezawodny sposób, żeby zachować wakacyjny nastrój. Najwspanialszy hedonizm!

Charlotte

- 2 opakowania biszkoptów kocich języczków
- 200 g białej czekolady
- 400 ml śmietanki 36%
- 200 g serka homogenizowanego serka waniliowego
- 1 opakowanie galaretki
- 1/5 szklanki cukru pudru
- 500 g truskawek
- jeżyny
- kilka gałązek mięty

1. Galaretkę rozrabiamy w połowie wody podanej na opakowaniu, studzimy.
2. 300 ml śmietanki ubijamy na sztywną pianę, dodajemy 100 g rozpuszczonej w kąpieli wodnej, wystudzonej białej czekolady. 
3. 250 g truskawek siekamy nożem #MyVictorinox bardzo drobno. Przekładamy je do miski, dolewamy 1/3 płynnej galaretki i dodajemy stopniowo ubitą śmietanę. Mieszamy bardzo delikatnie. 
3. Na dnie tortownicy układamy biszkopty. Zamykamy obręcz i do biszkoptowego dna doklejamy kocie języczki, maczając je w 100 g rozpuszczonej białej czekolady. 
4. Układamy krem truskawkowy w obręczy z biszkoptów. W środku robimy małe wgłębienie, wstawiamy do lodówki na minimum godzinę.
5. Serek homogenizowany rozrabiamy na gładką masę z pozostałą galaretką i cukrem pudrem.
6. Gdy krem truskawkowy zastygnie, do środka wlewamy masę z serka. Ponownie odstawiamy charlotte do lodówki na minimum 3-4 godziny.
7. Wierzch charlotte dekorujemy pozostałymi truskawkami, jeżynami i świeżą miętą.


piątek, 15 września 2017

Razem przy stole - arabskie smakołyki



Nie trudno być uwiedzionym przez magię orientu, odurzające zapachy ziół, kopuły przypraw sprzedawanych na gwarnych sukach jak drogie kamienie. Po wąskich uliczkach rozchodzą się aromaty długo pieczonych papryk, pikantnej baba ghanoush jedzonej z napęczniałym, świeżym khubzem o poranku, a dni namaszczone są gorącem harissy. Wieczorami warto usiąść nad miską syryjskiej muhammary w kolorze zachodu słońca. Nazwy arabskich dań brzmią jak zaklęcia. Ich intensywne barwy w każdej chwili przywiodą nas z powrotem do lata. Wystarczy wrzucić warzywa do piekarnika, posiekać pęczki ziół na odświeżającą sałatkę tabbouleh, zaparzyć miętę na słodką herbatę... To takie proste!

Najpiękniejszą ideą arabskich smakowitości jest wspólne, sybaryckie niemal, zasiadanie do stołu. Jest w tym coś euforycznego ( myślę, że tajemnica tkwi w przyprawach i tym, że się ze sobą możemy wszystkim dzielić ). Rozkoszując się różnorodnością i bogactwem potraw, kiedy wszyscy są razem, tworzą się nowe opowieści. Baśnie tysiąca i jednej nocy.

Muhammara

- 5 - 6 czerwonych papryk
- 200 g obranych orzechów włoskich
- 3 ząbki czosnku
- manoushi / maca
- harissa
- kumin
- oliwa z oliwek
- sok z cytryny
- sól

1. Papryki pieczemy w piekarniku nagranym do 200 stopni, aż skórka niemal w całości sczernieje. Wkładamy do miski z zimną wodą, studzimy, obieramy ze skóry i wyjmujemy gniazda nasienne. 
2. Do kielicha blendera wsypujemy uprażone na patelni orzechy, czosnek, pokruszony chlebek manoushi lub macę. Na wierzchu układamy pokrojony nożem #MyVictorinox miąższ papryki i odstawiamy na 15 minut, by sok zmiękczył pozostałe składniki. 
3. Miksujemy na dość gładką masę, doprawiamy harissą, kuminem, oliwą i solą oraz w razie potrzeby sokiem z cytryny. 



Baba ghanoush z cukinii

- 3-4 średnie cukinie
- 1 ząbek czosnku
- tahini
- oliwa z oliwek
- 1/3 łyżeczki nasion kopru włoskiego
- 1/3 łyżeczki nasion kolendry
- 1/3 łyżeczki nasion czarnuszki
- kilka gałązek pietruszki
- kilka gałązek mięty
- sól
- pieprz

1. Cukinie kroimy nożem #MyVictorinox wzdłuż na połówki, pieczemy w 200 stopniach przez ok. 40 minut.
2. Wydrążamy miąższ z cukinii, odstawiamy na 10 minut i odsączamy z nadmiaru wody. Przekładamy do miski.
3. Kolendrę, anyż i czarnuszkę prażymy na suchej patelni, aż uwolnią aromat. Natychmiast wsypujemy je do cukinii i mieszamy. 
4. Dodajemy pozostałe składniki i blendujemy.

Baba ghanoush

- 2 bakłażany
- 1 ząbek czosnku
- 1 cebula cukrowa
- tahini
- harissa
- pół pęczka kolendry
- oliwa z oliwek
- sok z połówki cytryny
- sól

1. Bakłażany nakłuwamy, pieczemy w 200 stopniach, aż skórka będzie czarna i miejscami przypalona.
2. Cebulę i czosnek siekamy, podsmażamy na małym ogniu, aż się zeszklą.
3. Upieczonego i ostudzonego bakłażana kroimy w kawałki, natychmiast skrapiamy cytryną. Dodajemy pozostałe składniki i blendujemy.
Hummus

- 300 g ugotowanej ciecierzycy
- tahini
- ras el hanout
- harissa
- oliwa z oliwek
- sok z cytryny
- sól

1. Wszystkie składniki blendujemy do uzyskania gładkiej konsystencji.

Tabbouleh z bulgurem

- 200 g ugotowanego bulguru
- pół pęczka mięty pieprzowej 
- pęczek kolendry
- pęczek pietruszki
- 2 pomidory
- sok z połowy cytryny
- oliwa z oliwek
- sól
- pieprz 

1. Bulgur gotujemy na sypko z dodatkiem soli. Studzimy. 
2. Zioła i pomidory siekamy drobno. Mieszamy z bulgurem, sokiem z cytryny i oliwą. Doprawiamy solą i pieprzem. 
3. Odstawiamy do lodówki na godzinę.
Khubz - chlebek

- 1 i 3/4 szklanki mąki pszennej
- pół szklanki ciepłej wody
- 3 łyżki oliwy
- 7 g suszonych drożdży
- 1 łyżka cukru
- sól

1. Ze wszystkich składników zagniatamy gładkie ciasto. Pozostawiamy do wyrośnięcia na godzinę.
2. Ciasto dzielimy na 12 równych części, formujemy małe kulki. 
3. Każdą z kulek wałkujemy na bardzo cienki placek, podsypując mąką. Odkładamy na 15 minut. 
5. Chlebki pieczemy partiami w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez ok. 10 minut.