sobota, 11 listopada 2017

Harira - rozgrzewająca zupa z soczewicy i ciecierzycy



Układam sobie Ciebie z upierzenia brwi, rozpiętości ramion i kurtki. Rozkładam dłonie na części pierwsze, pierwiastki, na nierozerwalny schemat sieci linii tramwajowych. Wszystkie łuki mijanych ust układają się do ostrzału pytań. Nie znam odpowiedzi. 
Próbuję wywróżyć coś z rzędów mijanych akacji, ale o tej porze roku brakuje im liści, brakuje mi słów. 

Czasami przejechanie tych kilku kilometrów w mieście mnie przerasta. Nieustający szum szyn, oddechów i rękawów. Szare ulice z nagłym pulsowaniem cytrynowych plam opadłych liści klonu. Setki nieznajomych twarzy, z których po kawałeczku mimowolnie wyłuskuję jedyny portret, jaki chcę teraz widzieć. Nie nadążam z wgłębieniem się w obrazy, a nie chcę przeoczyć żadnego doświadczenia.
Wracając z tej eksplozji bodźców jak z wojny, pragnę zanurzyć się w domu w gęstniejący spokój.
Uporządkować go, mieszając liczne wonie i tekstury w jeden krzepiący posiłek. Karmić się nim, zapadając w gorącą magię smaku. Tego, który mnie zatrzyma na dłużej, żebym nie odleciała już tej jesieni na żadne Południe.


Harira - rozgrzewająca zupa z soczewicy i ciecierzycy

- 300 g czerwonej soczewicy ( suchej )
- 250 g puszka ciecierzycy 
- ok. 800 g pomidorów
- 300 ml wywaru warzywnego
- 2-3 duże ząbki czosnku
- 1 duża cebula cukrowa
- 2 strąki chilli
- oliwa z oliwek
- pęczek natki pietruszki

- 1/4 łyżeczki kminu rzymskiego
- grubo mielone ziarna kolendry
- 6-7 ziaren ziela angielskiego
- mielony cynamon 
- 4 liście laurowe
- suszona mięta
- ras el hanout
- kurkuma
- harissa 
- pieprz
- sól

1. Cebulę, chilli bez pestek i czosnek siekamy drobno. Szklimy na oliwie w dużym garnku z nieprzywierającym dnem. 
2. Do garnka wrzucamy wszystkie przyprawy oprócz soli, pieprzu i harissy. Prażymy je przez ok. minutę, by się nie spaliły. Wrzucamy suchą soczewicę, podsmażamy 30 sekund i zalewamy wywarem. Mieszamy dokładnie. 
3. Soczewicę gotujemy 5 minut i wrzucamy siekane pomidory z puszki wraz z sokiem. Gotujemy, aż ziarna będę miękkie, ale nadal będą utrzymywać swój kształt. Dorzucamy odsączoną ciecierzycę, podgrzewamy. 
4. Przed podaniem doprawiamy solą i pieprzem oraz harissą. Dorzucamy drobno posiekaną natkę pietruszki. 

piątek, 27 października 2017

Rogaliki z kremem migdałowym - croissants aux amandes



To będzie tak: kawa na ławę. Każdy dzień musi mieć swój początek. Miewa różne nazwy, w zależności od miejsca. Café au lait, cappuccino, cortado, um galão... Jakkolwiek układam usta, zawsze chodzi tylko o to, by oprzeć je o brzeg kubka pełnego kawy.
Czy to prawda, że spóźniam się, bo piłam swoją poranną kawę? Prawda. Tak jest lepiej dla wszystkich i nigdy nie czuję się z tego powodu winna. Bo czy można czuć się źle z powodu wierności swoim rytuałom?
Zazwyczaj nie jem nic do porannej kawy. Ale zawsze piję kawę, kiedy mam przed sobą słodkie wypieki. Nie ma nic bardziej rozpustnego od nasączonych rumem croissantów, tych delikatnych listeczków ciasta, kiedy doda się do nich jeszcze więcej masła. Nadziane kremem migdałowym, ponownie zapieczone, by nadać im kruchość, są francuskim daniem rytualnym: to jest smak miłości.


Croissants aux amandes ( 6 sztuk )

- 6 kilkudniowych croissantów 
- cukier puder
- ok. 80 g płatków migdałowych

Syrop:

- 100 ml wody
- 100 ml rumu
- 6 łyżek cukru

Krem: 

- 150 g mielonych migdałów
- 50 ml rumu
- 3 żółtka
- 100 g masła
- ok. 3 łyżki cukru

1. Zagotowujemy wodę z cukrem. Gdy ostygnie, dodajemy rum. 
2. Żółtka ucieramy z cukrem na puszystą masę. Dodajemy miękkie masło i ponownie ucieramy, do uzyskania gładkiej masy. 
3. Do masy jajecznej dolewamy rum i dodajemy tarte migdały. Mieszamy dokładnie. 
4. Podsuszone croissanty kroimy wzdłuż. Zanurzamy je w syropie i układamy na blasze pokrytej papierem do pieczenia.
5. Nadziewamy croissanty 3/4 kremu, 1/4 rozsmarowujemy na wierzchu i posypujemy płatkami migdałowymi. 
6. Croissanty pieczemy przez ok.30 minut w 180 stopniach.
7. Wystudzone rogaliki posypujemy cukrem pudrem. 

poniedziałek, 23 października 2017

Mule w tajskim stylu




W październikowe chłody nadchodzi czas, żeby usiąść nad parującą miską świeżych muli. Gotowane w mleku kokosowym przypominają o tym, aby marzyć. Śnić na jawie o egzotycznych krainach, czekających na to, by je dla siebie odkryć. Zaczarujcie swoje danie kafirem i tamaryndowcem. Przenieście się do Tajlandii. 


Mule w mleku kokosowym w tajskim stylu

- 1kg świeżych muli
- 400 ml mleka kokosowego House of Asia
- 2 papryczki chilli
- 3 ząbki czosnku
- liście kafiru
- 2 łodygi trawy cytrynowej
- ok. 5 cm kawałek galangalu 
- łyżeczka pasty tamaryndowej
- 2 łyżki ghee / oleju kokosowego
- pęczek kolendry
- limonka

1. Posiekane chilli, zgnieciony czosnek i łodygi trawy cytrynowej, pokrojony w plastry galangal (ew.imbir) podsmażamy na ghee w bardzo dużym garnku. Zalewamy mlekiem kokosowym, dodajemy pastę tamaryndową  i liście kafiru. doprowadzamy do wrzenia.
2. Mule myjemy, oczyszczamy i odrzucamy otwarte i połamane.
3. Mule wrzucamy do garnka, przykrywamy. Gotujemy ok. 5 minut, potrząsając. Mule są gotowe, gdy się otworzą.
4. Przed podaniem obficie posypujemy posiekaną kolendrą.


czwartek, 19 października 2017

Wytrawna tarta gruszkowa z bryndzą


Jestem w niedosycie. Nieustannym głodzie i potrzebie rozpalania własnych ognisk przy ścieżkach, których jeszcze nie dotknęłam. Najciekawiej jest tam, gdzie mnie nie było. Nic nie wydaje się tak satysfakcjonujące, jak nowe miejsca. Od wielu miesięcy udaje mi się niemal całkowicie uniknąć nieprzerwanego bycia w domu dłużej niż tydzień. Jeśli na horyzoncie nie maluje się podróż, zaczynam się dusić.
Trzy kontynenty są dopiero przekąską rozbudzającą apetyt. Dopiero zaczynam ucztę.

Gdzieś na początku dorosłości popadłam w błędne przekonanie wynikające z kręgu kulturowego, że należy wić nieprzenośne gniazdo i raczej nie wyglądać poza nie. Tworzyć swój mikroświat (przy całym bogactwie Ziemi, sic!), budować stałą fortecę. Całe szczęście, okazało się, że ten świat radzi sobie świetnie beze mnie. A ja, wybiegając w nieznane przestrzenie, wyzbywam się wiecznie towarzyszącej mi melancholii.

W tej wszechogarniającej i niekończącej się ciekawości, uwielbiam wracać w miejsca szczęśliwe. Jestem oplątana panoramą Tatr, nicią, która mnie do siebie przyciąga. Znajome skały za każdym razem wyglądają inaczej, zmienia się nurt rzeki, a ja za każdym razem odnajduję w nich oparcie i niezmąconą euforię. 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

A kiedy już wracam z gór do domu, to żeby poczuć się lepiej, przywożę owczą bryndzę. I Demanovkę. Wtedy to już w ogóle jest wspaniale. 


Wytrawna tarta gruszkowa z bryndzą

Ciasto:

- 220 g mąki pszennej
- 30 g mąki ziemniaczanej
- 150 g masła
- 1 jajko
- sól

Nadzienie:

- 125 g owczej bryndzy
- 2 jajka
- kilka małych gruszek
- świeży rozmaryn lub tymianek
- pieprz

1. Mąki siekamy z masłem, dodajemy jajko i sól. Zagniatamy kulę, zawijamy w folię i wstawiamy do lodówki na godzinę.
2. Ciasto rozwałkowujemy, podsypując mąką i wykładamy nim foremę lub mniejsze foremki. Nakłuwamy.
3. Ciasto podpiekamy przez 15 minut w 200 stopniach. 

4. Białka ubijamy na sztywno, żółtka ucieramy na puch. 
5. W misce rozcieramy bryndzę z ziołami i pieprzem. Delikatnie dodajemy jajka i mieszamy do uzyskania gładkiej masy.  

6. Nadzienie nakładamy na podpieczone ciasto, układamy w nim połówki wydrążonych gruszek. 
7. Tarty pieczemy przez ok. 30 minut w 180 stopniach. 





niedziela, 17 września 2017

Tort czekoladowy z malinami i lawendą




W rogu pokoju stoją pierzaste chmury astrów, fantasmagoryczny staw Ledy, ostatnie kwitnienie letniej jutrzenki. Moja lawenda w donicach nic sobie nie robi z nadchodzących chłodów. Wtulona pomiędzy miękkie liście starca srebrzystego czeka na zbiór. Dziś jeszcze przyciąga swoją słodyczą trzmiele, za moment będzie przyciągać swoim zapachem lata do mojej kuchni. 

Jest wiele magii w powolnym topieniu czekolady i serca. W dodawaniu wonnych kwiatów, w dzieleniu się delikatnymi owocami malin. Wystarczy jeden kawałek ciasta z tymi upojnymi składnikami, żeby znaleźć się w środku beztroskiego lata. Czary. 


Ciasto:

- 150 g mlecznej czekolady
- 80 g masła
- 2 jajka
- szklanka mąki pszennej
- 75 g białego cukru
- 75 g cukru muscovado
- łyżeczka proszku do pieczenia
- 1-2 łyżeczki suszonych kwiatów lawendy

Krem:

 - 200 ml śmietanki kremówki
- 100 g czekolady mlecznej
- 50 g białej czekolady
- maliny

Ganache:

- 150 g gorzkiej czekolady
- łyżka masła
- ok. 3 łyżki śmietanki kremówki

Przybranie:

- maliny
- świeża lawenda

Ciasto:

1. Białka ubijamy na sztywną pianę, żółtka ucieramy z cukrem i miękkim masłem na puszysty krem.
2. Posiekaną czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodenj, studzimy.
3. Mąkę, proszek i lawendę mieszkamy ze sobą. Stopniowo dodajemy do suchych składników czekoladę i jajka. Mieszamy bardzo, bardzo delikatnie napowietrzając ciasto.
4. Ciasto przelewamy do tortownicy wysmarowanej masłem i oprószonej mąką. Pieczemy w 180 stopniach przez ok. 40 minut - sprawdzamy patyczkiem, czy ciasto jest już gotowe. Dokładny czas pieczenia jest zależny od piekarnika.
5. Ciasto studzimy, kroimy na dwa blaty.

Krem:

1. Mocno schłodzoną śmietankę ubijamy na sztywno.
2. Posiekane nożem #MyVictorinox czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej, studzimy.
3. Do czekolady delikatnie dodajemy bitą śmietanę. Mieszkamy i odstawiamy do lodówki na minimum godzinę.

Ganache:

1. Posiekaną czekoladę rozpuszczamy z kąpieli wodnej wraz z masłem.
2. Do ciepłej czekolady dodajemy kremówkę, podgrzewamy jeszcze przez minutę, nieustannie mieszając, aż składniki się połączą w gładką, lśniącą masę. Studzimy.

Łączenie tortu:

1. W zamkniętej tortownicy układamy blat ciasta. Nakładamy na niego krem i maliny. Przyciskamy drugim blatem. Odstawiamy do lodówki na godzinę.
2. Otwieramy tortownicę, polewamy tort ganache. Wygładzamy brzegi, zdejmujemy nadmiar czekolady. Na wierzchu układamy maliny i lawendę. Odstawiamy do lodówki do stężenia ganache.

sobota, 16 września 2017

Charlotte


Francja co chwilkę celowała smukłym palcem w moją słabość: bezbronność wobec biżuteryjnych dzieł cukierników. W każdym miasteczku wpadałam w hipnotyczną spiralę pâtisserie, wyszukując dumnych religieuse, puszystych tropezienne, lśniących eklerów. Od rozbłysków na piętrzących się na tartach truskawek i bursztynowego karmelu ptysiów Saint-Honoré budził się we mnie szósty zmysł. Zmysł wyszukiwania słodkich przyjemności, ukrytych pośród krętych uliczek. I jednym z takich objawień była charlotte: miniaturowa świątynia rozkoszy, niebiańska chmurka pilnie strzeżona przez biszkoptowe kocie języczki.
Przepadłam, kiedy w niezbyt urodziwym mieście Akwitanii, zza szyby cukierni zajaśniała maleńka charlotte, esencja delikatności i lata. I już po chwili zanurzyłam w niej niecierpliwe usta, bo przecież jak mogłabym zwlekać i donieść ją do domu, by móc użyć sztućców! Z dziecięcą radością i nosem, na którego czubku jak wisienka zatrzymał się tkliwie krem, wróciłam po kolejną porcję tego deseru. I jeszcze jedną.

Całe szczęście, charlotte jest prosta do wykonania i możecie ją zrobić w domu za każdym razem, kiedy będziecie tęsknić za latem. Kiedy już nie będzie świeżych owoców, możecie użyć mrożonych. To niezawodny sposób, żeby zachować wakacyjny nastrój. Najwspanialszy hedonizm!

Charlotte

- 2 opakowania biszkoptów kocich języczków
- 200 g białej czekolady
- 400 ml śmietanki 36%
- 200 g serka homogenizowanego serka waniliowego
- 1 opakowanie galaretki
- 1/5 szklanki cukru pudru
- 500 g truskawek
- jeżyny
- kilka gałązek mięty

1. Galaretkę rozrabiamy w połowie wody podanej na opakowaniu, studzimy.
2. 300 ml śmietanki ubijamy na sztywną pianę, dodajemy 100 g rozpuszczonej w kąpieli wodnej, wystudzonej białej czekolady. 
3. 250 g truskawek siekamy nożem #MyVictorinox bardzo drobno. Przekładamy je do miski, dolewamy 1/3 płynnej galaretki i dodajemy stopniowo ubitą śmietanę. Mieszamy bardzo delikatnie. 
3. Na dnie tortownicy układamy biszkopty. Zamykamy obręcz i do biszkoptowego dna doklejamy kocie języczki, maczając je w 100 g rozpuszczonej białej czekolady. 
4. Układamy krem truskawkowy w obręczy z biszkoptów. W środku robimy małe wgłębienie, wstawiamy do lodówki na minimum godzinę.
5. Serek homogenizowany rozrabiamy na gładką masę z pozostałą galaretką i cukrem pudrem.
6. Gdy krem truskawkowy zastygnie, do środka wlewamy masę z serka. Ponownie odstawiamy charlotte do lodówki na minimum 3-4 godziny.
7. Wierzch charlotte dekorujemy pozostałymi truskawkami, jeżynami i świeżą miętą.


piątek, 15 września 2017

Razem przy stole - arabskie smakołyki



Nie trudno być uwiedzionym przez magię orientu, odurzające zapachy ziół, kopuły przypraw sprzedawanych na gwarnych sukach jak drogie kamienie. Po wąskich uliczkach rozchodzą się aromaty długo pieczonych papryk, pikantnej baba ghanoush jedzonej z napęczniałym, świeżym khubzem o poranku, a dni namaszczone są gorącem harissy. Wieczorami warto usiąść nad miską syryjskiej muhammary w kolorze zachodu słońca. Nazwy arabskich dań brzmią jak zaklęcia. Ich intensywne barwy w każdej chwili przywiodą nas z powrotem do lata. Wystarczy wrzucić warzywa do piekarnika, posiekać pęczki ziół na odświeżającą sałatkę tabbouleh, zaparzyć miętę na słodką herbatę... To takie proste!

Najpiękniejszą ideą arabskich smakowitości jest wspólne, sybaryckie niemal, zasiadanie do stołu. Jest w tym coś euforycznego ( myślę, że tajemnica tkwi w przyprawach i tym, że się ze sobą możemy wszystkim dzielić ). Rozkoszując się różnorodnością i bogactwem potraw, kiedy wszyscy są razem, tworzą się nowe opowieści. Baśnie tysiąca i jednej nocy.

Muhammara

- 5 - 6 czerwonych papryk
- 200 g obranych orzechów włoskich
- 3 ząbki czosnku
- manoushi / maca
- harissa
- kumin
- oliwa z oliwek
- sok z cytryny
- sól

1. Papryki pieczemy w piekarniku nagranym do 200 stopni, aż skórka niemal w całości sczernieje. Wkładamy do miski z zimną wodą, studzimy, obieramy ze skóry i wyjmujemy gniazda nasienne. 
2. Do kielicha blendera wsypujemy uprażone na patelni orzechy, czosnek, pokruszony chlebek manoushi lub macę. Na wierzchu układamy pokrojony nożem #MyVictorinox miąższ papryki i odstawiamy na 15 minut, by sok zmiękczył pozostałe składniki. 
3. Miksujemy na dość gładką masę, doprawiamy harissą, kuminem, oliwą i solą oraz w razie potrzeby sokiem z cytryny. 



Baba ghanoush z cukinii

- 3-4 średnie cukinie
- 1 ząbek czosnku
- tahini
- oliwa z oliwek
- 1/3 łyżeczki nasion kopru włoskiego
- 1/3 łyżeczki nasion kolendry
- 1/3 łyżeczki nasion czarnuszki
- kilka gałązek pietruszki
- kilka gałązek mięty
- sól
- pieprz

1. Cukinie kroimy nożem #MyVictorinox wzdłuż na połówki, pieczemy w 200 stopniach przez ok. 40 minut.
2. Wydrążamy miąższ z cukinii, odstawiamy na 10 minut i odsączamy z nadmiaru wody. Przekładamy do miski.
3. Kolendrę, anyż i czarnuszkę prażymy na suchej patelni, aż uwolnią aromat. Natychmiast wsypujemy je do cukinii i mieszamy. 
4. Dodajemy pozostałe składniki i blendujemy.

Baba ghanoush

- 2 bakłażany
- 1 ząbek czosnku
- 1 cebula cukrowa
- tahini
- harissa
- pół pęczka kolendry
- oliwa z oliwek
- sok z połówki cytryny
- sól

1. Bakłażany nakłuwamy, pieczemy w 200 stopniach, aż skórka będzie czarna i miejscami przypalona.
2. Cebulę i czosnek siekamy, podsmażamy na małym ogniu, aż się zeszklą.
3. Upieczonego i ostudzonego bakłażana kroimy w kawałki, natychmiast skrapiamy cytryną. Dodajemy pozostałe składniki i blendujemy.
Hummus

- 300 g ugotowanej ciecierzycy
- tahini
- ras el hanout
- harissa
- oliwa z oliwek
- sok z cytryny
- sól

1. Wszystkie składniki blendujemy do uzyskania gładkiej konsystencji.

Tabbouleh z bulgurem

- 200 g ugotowanego bulguru
- pół pęczka mięty pieprzowej 
- pęczek kolendry
- pęczek pietruszki
- 2 pomidory
- sok z połowy cytryny
- oliwa z oliwek
- sól
- pieprz 

1. Bulgur gotujemy na sypko z dodatkiem soli. Studzimy. 
2. Zioła i pomidory siekamy drobno. Mieszamy z bulgurem, sokiem z cytryny i oliwą. Doprawiamy solą i pieprzem. 
3. Odstawiamy do lodówki na godzinę.
Khubz - chlebek

- 1 i 3/4 szklanki mąki pszennej
- pół szklanki ciepłej wody
- 3 łyżki oliwy
- 7 g suszonych drożdży
- 1 łyżka cukru
- sól

1. Ze wszystkich składników zagniatamy gładkie ciasto. Pozostawiamy do wyrośnięcia na godzinę.
2. Ciasto dzielimy na 12 równych części, formujemy małe kulki. 
3. Każdą z kulek wałkujemy na bardzo cienki placek, podsypując mąką. Odkładamy na 15 minut. 
5. Chlebki pieczemy partiami w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez ok. 10 minut. 


piątek, 8 września 2017

Biała sangria melonowa


Trzymam się uciekającego lata tak kurczowo, że budzę się z zaciśniętymi pięściami. Może to przez pierwszy wciskający się do domu chłód. Albo przez to, żeby nie wypuścić wszystkich onirycznych obrazków.
Cicha melancholia kradnie cenne minuty słońca. Zwalnia muzyka, rozciąga się jak babie lato, omotuje mnie coraz ciaśniej, niedługo nie będzie z niej ucieczki. Wyrywam się z niej jeszcze choć na chwilę, do letnich niewypowiedzianych grand. Chciałabym tylko zawieruszyć się gdzieś w nocnym nieboskłonie, w ciepłych rozbłyskach spadających gwiazd, poleżeć w szumie traw.

* I pić boską wakacyjną sangrię. Poniżej przepis na to małe szczęście:



Biała sangria z melonem i lawendą

- 1 duży melon miodowy
- 400 g białych malin ( albo różowych )
- 0.5-0.75 l białego wytrawnego wina
- 1 cytryna
- kilka gałązek mięty
- kilka gałązek lawendy

1. Melona obieramy, wydrążamy i kroimy w cząstki.
2. Melona, maliny, połowę mięty i lawendy wrzucamy do sokowirówki. Wyciskamy sok i odstawiamy go na min. 2 h do lodówki, by się schłodził i wyklarował.
3. Z soku zdejmujemy pianę, a klarowny płyn mieszamy z zimnym winem, pokrojoną w plastry cytryną oraz pozostałymi ziołami.

środa, 30 sierpnia 2017

Fasolka z tofu - minimalizm




Kompas, bo zawiera wszystkie kierunki świata.
Pryzmat, bo rozszczepia światło w każdy kolor.
Białe kartki, bo mogą stać się czymkolwiek.

Rodzić się, bo można przeżyć całość od nowa.
Być przeźroczystym, bo przechodzą przez Ciebie wszystkie doświadczenia.

Tyle można ze sobą mieć, tyle można robić. Tyle wystarczy.

The ten thousand things return to One ( Shodo Harada Roshi )

________________________________________________________________________________

Rozdzielamy to, czego chcemy od tego, czego potrzebujemy. Czyścimy przestrzeń. Dotykamy czasu bardziej świadomie. Stawiamy rzeczy, które robimy i hodujemy sami ponad to, co możemy dostać szybko. Rozmawiamy o tym, skąd ta maleńka pestka z pomidora wiedziała, że ma rozwinąć liście o tym kształcie. Przynoszę biedronki do skrzynki z ziołami, by rozprawiły się z mszycami.
Zwalniamy tempo - nadal mamy zajęty cały czas, ale jest zapełniony lasem, rzeką, ciszą, podróżowaniem. Nie przecieka nam przez palce, ma konkretny kształt kory, wrzosów, smakuje dymem i dzieciństwem.
Robimy swój własny minimalizm. Powoli i bez przymusu. Wyzbywamy się rzeczy, które nie sprawiają nam przyjemności i wadzą. Stajemy się lżejsi, zrzucamy balast, który hamowałby przed spełnianiem marzeń. Maksymalizujemy doświadczenia. W tej przestrzeni jest miejsce na spontaniczny barok, chwilowy impresjonizm świateł i cieni, ulotny przepych. Zapamiętujemy te nagłe bogactwa znikających obrazów.

Chcemy osiedlać się w uczuciach, nie miejscach.


Fasolka z tofu i bok choy ( dla 2 osób )

- 300 g zielonej fasolki
- 2 duże główki bok chou
- 200 g tofu
- 2 ząbki czosnku
- ok.5 cm imbiru
- sos sojowy
- olej sezamowy
- olej ryżowy / roślinny bez wyraźnego zapachu
- sezam

1. Fasolkę gotujemy al dente. Odcedzamy.
2. Imbir i czosnek ścieramy na tarce. Podsmażamy w woku przez ok.30 sekund na oleju ryżowym. 
3. Bok choy kroimy na równe kawałki. Najpierw na olej wrzucamy białe części, smażymy ok.3 minuty, następnie dodajemy zielone i smażymy minutę. 
4. Do woka wlewamy sos sojowy i wrzucamy pokrojone w kostkę tofu. Smażymy kolejną minutę. 
5. Do woka wrzucamy fasolkę i sezam, dolewamy olej sezamowy, podsmażamy przez chwilę, by wszystkie smaki się połączyły. 

sobota, 12 sierpnia 2017

Przepiórki w płatkach róż




Dmuchawiec kanikuły jest już półnagi. Łąki uginają kolana w skupieniu i żarze, przesycone miododajną poświatą. Rosaria są w swojej pełni, płatki róż opadają jak Perseidy, najpiękniejsze podróżniczki sierpniowych nocy. Upalne powietrze oszałamia wonią. Serce trzepocze jak skrzydła delikatnych przepiórek pośród traw. Lato miłości. 

I właśnie w tym upale wracam do przepysznej książki, do gęstych od miłosnych uniesień stron. Do tytułowego przepisu na przepiórkę w płatkach róż, w moim wydaniu. Można dla niej oszaleć. Można nią rozpocząć zupełnie nową historię.

"Spływające z niej krople potu miały różowy kolor i łagodny, docierający wszędzie różany zapach. Poczuła nieodpartą potrzebę kąpieli i pobiegła, żeby ją przygotować. (...) Różany zapach, który wydzielało jej ciało, już rozniósł się był daleko, bardzo daleko. Dotarł poza miasto, gdzie rewolucjoniści toczyli z wojskami federalnymi zaciętą walkę. Wśród nich wyróżniał się tamten villista, który tydzień temu wjeżdżał do Piedras Negras i minął się z nią na placu.
Różowa chmurka dotarła do niego, otoczyła go zewsząd i tak nań podziałała, że ruszył galopem w stronę rancza Mamy Eleny. (...) Prowadził go zapach ciała Gertrudis. Przyjechał akurat na czas, żeby zobaczyć ją biegnącą przez pole. Teraz już wiedział, po co gnał aż tutaj. Ta kobieta najwidoczniej pragnęła, by jakiś mężczyzna bezzwłocznie ugasił ogień trawiący jej trzewia.
Mężczyzna, który tak jak ona potrzebuje miłości, mężczyzna taki jak on. 
Gertrudis zobaczyła go i przystanęła. Wciąż naga, z rozpuszczonymi włosami sięgającymi pasa, promieniując jakąś świetlistą energią, łączyła w sobie cechy kobiety anielskiej i kobiety diabelskiej. Subtelność jej twarzy i doskonałość nietkniętego, dziewiczego ciała kontrastowały z lubieżną namiętnością, która niepohamowanie biła z jej oczu i tryskała porami." ( Laura Esquivel "Przepiórki w płatkach róż" )



Przepiórki w płatkach róży z sosem z czerwonego wina ( dla 2 osób )

Przepiórki:

- 2 przepiórki
- 2 ząbki czosnku 
- 4 łyżki masła
- 4 gałązki estragonu
- 1 gałązka rozmarynu

- 2 szalotki
- 2 łyżki masła
- 150 ml prowansalskiego różowego wina 
- po 2 garście białych i czerwonych winogron

Sos z czerwonego wina: 

- 400 ml czerwonego wytrawnego wina
- 200 ml wywaru mięsnego
- 80 g masła
- 8-10 pąków suszonych róż
- 1 duża gałązka kwitnącego tymianku
- 2 świeże liście laurowe
- 3-4 ziela angielskie
- 1 łyżka rodzynek
- 1 łyżka malinowego balsamico
- odrobina świeżo zmielonego czarnego pieprzu
- ew. sól

- 2 garście płatków dzikiej róży / nie z kwiaciarni!!! - ze sprawdzonego źródła, ogrodu, niepryskane!/

Przepiórki:
1. Miękkie masło ucieramy z czosnkiem i ziołami na gładką masę.
2. Przepiórkom bardzo delikatnie podważamy skórę, uważając by jej nie nie przerwać. Pod spód wsmarowujemy masło. Jeśli mają główki, zabezpieczamy je folią aluminiową, aby się nie spaliły w trakcie pieczenia.
3. Przepiórki układamy w naczyniu żaroodporny, zalewamy winem i dodajemy winogrona oraz drobno posiekane szalotki. Pieczemy ok. 35 min w 180 stopniach, co jakiś czas układając po kawałku masła na przepiórkach i polewając je winem.
4. Po upieczeniu przepiórki odstawiamy na ok. 7 minut pod przykryciem, by mięso odpoczęło.

Sos:
1. Wino podgrzewamy na małym ogniu z ziołami i rodzinkami. Stopniowo dodajemy masło, bulion i balsamico.
2. Sos gotujemy przez ok. 25 minut, aż się zredukuje - powinien być gęsty i błyszczący.
3. Sos przed podaniem przecedzamy przez sitko, doprawiamy pieprzem i ewentualnie solą.

Gotowe przepiórki podajemy z sosem i świeżymi płatkami róż.